Seria wypadków w Tatrach. TOPR ratował turystów w trudnych warunkach
Od 2 do 7 października Tatry były sceną dramatycznej serii wypadków turystów. Dwoje ludzi zginęło, kilkoro doznało bardzo poważnych, zagrażających życiu obrażeń - niektóre w stanie krytycznym. Przyczyna? Twardego, zlodowaciałego śniegu, który pojawił się po opadach pod koniec września, oraz turystów nieodpowiednio przygotowanych do warunków w górach.
W pigułce
- 2 osoby zginęły, kilkoro doznało bardzo poważnych, zagrażających życiu obrażeń
- Głównym błędem turystów: brak raków i czekana - wyposażenia niezbędnego na zaśnieżonych stokach
- Helikoptery TOPR wykonały liczne dramatyczne ewakuacje ze stromych zlebach i półek skalnych
- TOPR apeluje: do Tatr trzeba wybrać się przeszkolonym i ze stosownym sprzętem
Opady śniegu zamieniły góry w pułapkę
Opady śniegu, które spadły na Tatry pod koniec września, utworzyły w wyższych partiach gęstą warstwę twardego, zlodowaciałego śniegu. Zaraz potem zaczęły się wypadki. Żadna z osób, która spadła z wysokości, nie posiadała raków i czekana - zamiast nich polecały w góry wyposażone tylko w raczki turystyczne, które na stromych i zaśnieżonych zboczach są bezużyteczne.
Dramatyczne godziny: 2-3 października
Piątek 2 października przyniósł pierwsze zgłoszenia. Po południu turysta z bólem klatki piersiowej na Skupniowym Upłazie wymagał transportu helikopterem do szpitala. Wieczorem ratownicy z helikoptera musieli ewakuować taternika, który utknął w żlebie opadającym z Przełęczy Pod Chłopkiem. Jeden z ratowników został opuszczony na wciągarce do człowieka wiszącego na linie w pionowym progu skalnym. Po zaczepięciu i przytrzymaniu go na pokładzie obaj wrócili bezpiecznie.
Sobota 3 października okazała się najtragiczniejszą z całej serii. Tego dnia doszło do dwóch śmiertelnych wypadków. Pierwszy - turystę ze szlaku na Zawrat ratownicy znaleźli w stanie wymagającym resuscytacji, którą kontynuowali również na pokładzie helikoptera, jednak mężczyzna zmarł w szpitalu w Zakopanem. Tego samego popołudnia druga tragedia - kobieta spadła po śniegu w Zawratowym Żlebie. Ratownicy desantowali się na wciągarce i prowadzili zabiegi reanimacyjne, ale turystka zmarła w szpitalu.
Tego samego dnia odbędź się również wiele innych dramatycznych zdarzeń. Dwoje turystów spadło w rejonie Żlebu Kulczyńskiego - oni szczęśliwie doznali tylko powierzchownych obrażeń. W ciągu popołudnia helikoptery ewakuowały również:
- turystę ze szlaku na Rysy z urazem nogi
- turystkę z Małołąckiej Przełęczy z urazem nogi
- turystkę ze szlaku Świnica-Zawrat, która utknęła na łańcuchach
Nieprzerwane ratowanie: 4-7 października
Wypadki nie ustały. W niedzielę 4 października mężczyzna poślizgnął się na śniegu pod Kozią Przełęczą i spadł do Koziej Dolinki. Mężczyzna dotarł do szpitala w stanie krytycznym.
Poniedziałek i wtorek to kolejne interwencje - dwoje turystów utknęło w stromym śniegu, kobieta doznała urazu twarzy na Szpiglasowej Przełęczy. We wtorek turysta, który miał raki i czekan, i tak nie zdołał wrócić z eksponowanej półki do szlaku - musiano go ratować helikopterem.
W środę 7 października, już ostatniej wśród opisywanych dni, ratownicy nie przerywali akcji:
- turystka spadła ze szlaku na Kozią Przełęcz - trafiła do szpitala w ciężkim stanie
- dwie osoby utknęły w Zawratowym Żlebie i na półce powyżej
- kobieta doznała urazu głowy i kręgosłupa po upadku na Szpiglasowej Przełęczy
Apel TOPR: sprzęt i umiejętności to podstawa
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe wyraźnie wskazuje na błąd turystów. Raczki turystyczne pomagają w chodzeniu po łatwych i niestromych ścieżkach w dolinach. W terenie wysokogórskim na stromych zaśnieżonych i oblodzonych stokach niezbędne są:
- raki o odpowiedniej konstrukcji, założone na odpowiednio twarde buty
- czekan
- kask
TOPR przypomina też o czymś równie ważnym: bez odpowiedniego przeszkolenia i umiejętności sam sprzęt nie wystarczy. Zanim wybieracie się w góry, upewnijcie się, że wiecie, jak się nim posługiwać. Tatry jesienią to nieobliczalne warunki - trzeba być do nich przygotowanym.
Źródło: TOPR