Alan Uryga: bramka w 99. minucie to nagroda za determinację i wiarę
Kapitan Wisły Kraków ocenił zwycięstwo nad Rakowem, w którym jego zespół strzelił bramkę w doliczonym czasie gry. W rozmowie podkreślił rolę determinacji drużyny, wsparcia kibiców oraz przygotowań do wyjazdowego spotkania z Lechem Poznań.
W pigułce
- Wisła wygrała z Rakowem bramką strzelona w 99. minucie
- Kapitan zanotował asystę przy zwycięskim golu
- Kapitan podkreśla, że bramki w ostatnich minutach to nagroda za wiarę do końca, a nie kwestia umiejętności
- Wisła zmierzy się następnie z Lechem Poznań w wyjazdowym meczu
Determinacja zamiast przypadku
Pytany o strzelanie bramek w ostatnich minutach meczów, kapitan wybiera pragmatyczne podejście.
"To bardziej nagroda za determinację, wiarę do końca, zaangażowanie i serce pozostawione na boisku"
W jego opinii nie chodzi o technikę czy szczęście, lecz o postawę drużyny, która walczy do samego gwizdka.
Raków bronił się praktycznie, ale Wisła nie była zaskoczona
Kapitan nie ukrywał, że już przed meczem przewidywał pragmatyczne podejście rywali. Raków przez większość spotkania bronił się niemal całym zespołem na własnej połowie, co utrudniało przebitkę dla Wisły. Kapitan zaznaczył, że drużyna ze świadomością trudnej sytuacji punktowej wybiera bezpieczne rozwiązania - długie podania i grę bezpośrednią.
Zdarzało się, że rywale pozostawiali dużo miejsca w środku pola, zagęszczając jednocześnie przestrzeń przed bramką.
Emocje, VAR i ostateczne zwycięstwo
Końcówka meczu przebiegała burzliwie. Po golu Wisły pojawiła się nieuznaną bramka, był rzut karny, decyzje VAR wywoływały sporo emocji. Z perspektywy kapitana spotkanie zaczęło tracić walory widowiska. "Było dużo chaosu, czekania na decyzje VAR i kontrowersji" - wspomina kapitan.
Mimo to, kiedy w 99. minucie powiał gwizdek na rzut wolny, przypomniały się kapitanowi wspomnienia z poprzedniego starcia ze Śląskiem Wrocławem, gdzie Wisła również strzeliła w podobnych okolicznościach. Starał się motywować kolegów, żeby wierzyli w kolejnego gola.
Piłka została dośrodkowana, a kapitan walczył o nią w powietrzu z obrońcą Rakowa. Po upadku zobaczył, że jego kolega oddaje strzał i pada gol zwycięstwa.
Co z meczem w Poznaniu?
Na pytanie o podejście do wyjazdowego starcia z Lechem Poznań, kapitan nie chciał zdradzać konkretnego planu - mecz odbył się zaledwie półtorej godziny przed rozmową. Zastrzegł jednak, że Wisła raczej nie wyjdzie na spotkanie z zamiarem postawienia "autobusu" i desperackiej obrony od pierwszej minuty.
Jednocześnie zaznaczył, że wszystko zależy od tego, jak będzie grać rywal i jakie warunki narzuci. Styl gry Wisły raczej się nie zmieni.
Kibiców i adrenalina zamiast spokoju
Kapitan nie ma wątpliwości - wsparcie kibiców na stadionie odgrywa znaczącą rolę w ostatnich sukcesach Wisły u siebie. Doping przekłada się na wiarę w drużynie i pomaga zwłaszcza w takich dramatycznych sytuacjach jak gole w doliczonym czasie.
Na koniec rozmowy kapitan przyznał, że gdyby miał wybór przed meczem pomiędzy spokojnym zwycięstwem z pięciobramkową przewagą a dramatem z golem w ostatnich sekundach, wybrałby ten drugi scenariusz. Dla kibiców, dla emocji i wspomnień. Choć dodał, że dla zdrowia psychicznego drużyny wolałby czasami trochę więcej kontroli i pewności, zamiast znowu wyszarpywać zwycięstwo "na styku".
Źródło: Wisła Kraków