Trzej garbarze na mundialach. Historie piłkarzy, którzy reprezentowali Polskę na Mistrzostwach Świata
Garbarnia Kraków wychowała trzech piłkarzy, którzy dostąpili zaszczytu gry w reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Każdy z nich wpisał się w historię polskiego futbolu w zupełnie inny sposób.
W pigułce
- Edward Madejski pojechał na mundial 1938 we Francji jako zawodnik niezrzeszony po konflikcie w Wiśle
- Robert Gadocha zanotował rekord czterech asyst w jednym meczu na mundialu 1974 w RFN
- Henryk Maculewicz pojawił się na mistrzostwach świata w Argentynie 1978, spędzając w Garbarni zaledwie jeden sezon
Edward Madejski i konflikt w Wiśle
Lewoskrzydłowy Edward Madejski zaczynał w Juvenii Kraków. Trafił do Wisły w 1932 roku, a już rok później zadebiutował w ekstraklasie. W marcu 1936 roku zagrał w zwycięskim meczu z Chelsea Londyn, pół roku później zadebiutował w reprezentacji Polski w spotkaniu z Jugosławią w Belgradzie, który zakończył się porażką 3:9.
Na mundialowe wyjazdy najczęściej trafiają zawodnicy ze stałych klubów. Madejski pojechał do Francji w 1938 roku inaczej - jako zawodnik niezrzeszony. Wszystko przez konflikt w Wiśle pod koniec 1936 roku. Lewoskrzydłowy Antoni Łyko bawił się w krakowskim lokalu tanecznym, choć następnego dnia miał grać ligowy mecz z Dębem Katowice. Władze Białej Gwiazdy odsunęły go od składu. Madejski stanął w jego obronie wraz z Alojzym Sitko, jednak zarząd nie ustąpił. Spór zakończył się odejściem Madejskiego z klubu.
Polska zapewniła sobie awans na mondial 3 kwietnia 1938 roku. Choć drużyna przegrała w Belgradzie z Jugosławią 0:1, wystarczył jej zwycięstwo 4:0 rozegranego jesienią 1937 roku. Madejski znalazł się w kadrze wyjezdnej do Francji.
Mundial rozgrywano systemem pucharowym już od 1/8 finału. Polska rozegrała tylko jedno spotkanie - mecz przeciwko Brazylii z legendarnym Leonidasem. Do przerwy Brazylia prowadziła 3:1, ale po zmianie stron Polacy odrobili straty. Po 90 minutach wynik wynosił 4:4. Dopiero dogrywka przyniosła zwycięstwo Brazylii 6:5. Cztery bramki zdobył Ernest Wilimowski, ustanawiając rekord mundiali, który został pobity dopiero w 1994 r.
Po mundialu Madejski trafił do Garbarni. Rozegrał w barwach krakowskiego klubu pięć spotkań ligowych. Następnie przeniósł się do Zaolzia Trzyniec, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej. Po wojnie pojawił się ponownie na Ludwinowie jako zawodnik Polonii Bytom, która 9 maja 1948 roku zmierzyła się z Garbarnią. Rok później zakończył piłkarską karierę. Zmarł w 1996 roku w Bytomiu, spoczył na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Robert Gadocha - wychowanek Ludwinowa
Druga historia sięga 1946 roku. Robert Gadocha urodził się 10 stycznia 1946 roku i dorastał przy ulicy Bzowej. Do Garbarni trafił w 1957 roku, a pięć lat później jako szesnastolatek zadebiutował w pierwszej drużynie. Na Ludwinowie był znany jako „Józek".
W pamięci kibiców szczególnie zapisały się derby z Wisłą rozegrane 6 września 1964 roku. Na stadionie przy Barskiej zasiadło ponad 20 tysięcy widzów. W ostatniej minucie Wisła prowadziła 3:2, gdy Gigoń uderzył z około 25 metrów. Piłka odbiła się od obrońcy i trafiła pod nogi Gadochy, który doprowadził do remisu 3:3.
W 1966 roku zasilił Legię Warszawa. W reprezentacji Polski zadebiutował 28 lipca 1967 roku we Wrocławiu przeciwko ZSRR w przegranym 0:1 meczu. Na wielki sukces nie czekał długo. W 1972 roku, mimo kontuzji, pojechał na igrzyska olimpijskie do Monachium. Skrzydłowy zdobył sześć bramek, a Polska po zwycięstwie 2:1 nad Węgrami sięgnęła po złoty medal.
Najbardziej jednak zapisał się na mundialu w RFN w 1974 roku. Gadocha zdobywał bramki w zwycięskich meczach eliminacyjnych z Anglią i Walią. Podczas samego turnieju należał do najlepszych zawodników. W meczu otwarcia z Haiti zanotował cztery asysty - trzy przy golach Andrzeja Szarmacha i jedną przy trafieniu Jerzego Gorgonia. Rekord czterech asyst w jednym meczu mistrzostw świata pozostaje niepobity do dziś. Dołożył także asystę przy bramce Grzegorza Laty w spotkaniu z Jugosławią.
Łącznie rozegrał siedem meczów i spędził na boisku 623 minuty. Po turnieju został uznany za najlepszego lewoskrzydłowego mundialu. W reprezentacyjnej karierze zanotował 62 występy i 16 bramek. Bilans jego osiągnięć robi wrażenie: złoty medal olimpijski, trzecie miejsce na mistrzostwach świata, dwa mistrzostwa Polski z Legią, Puchar Polski oraz mistrzostwo Francji z FC Nantes.
Reprezentacyjną karierę zakończył 26 października 1975 roku w meczu przeciwko Włochom. Ostatnim wielkim występem był pamiętny mecz z Holandią w Chorzowie, wygrany przez Polskę 4:1. Przeniósł się do FC Nantes, ale po kontuzji nie zdołał odzyskać miejsca w podstawowym składzie i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował karierę.
Henryk Maculewicz - jeden sezon w Garbarni
Trzecia historia zaczyna się w 1970 roku podczas letniego zgrupowania Garbarni w Polanicy-Zdroju. W meczu sparingowym z BKS-em Bolesławiec uwagę krakowian zwrócił dwudziestoletni stoper Henryk Maculewicz. Transfer wyceniono na dwadzieścia piłek i kilka par butów.
Maculewicz szybko dał się poznać jako zawodnik niezwykle ambitny i pracowity. Nie znosił przegrywać nawet na treningach, a jednocześnie rozpoczął studia na AGH na kierunku metalurgia. Choć sezon 1970/71 nie należał do udanych dla Garbarni, wyrósł na jednego z liderów zespołu. Dobra forma zaowocowała transferem do Wisły Kraków.
W reprezentacji zadebiutował 31 października 1974 roku w meczu z Kanadą. Na stałe do kadry przebił się za kadencji Jacka Gmocha i cztery lata później znalazł się w składzie na mistrzostwa świata w Argentynie. Polacy jechali jako jedna z najmocniejszych drużyn świata. Remis z RFN oraz zwycięstwa nad Tunezją i Meksykiem zapewniły pierwsze miejsce w grupie. W drugiej fazie przyszły jednak porażki z Argentyną i Brazylią.
Maculewicz wszedł z ławki jedynie w meczu z Meksykiem. W pozostałych spotkaniach rozegrał pełne 90 minut. Niebawem po mundialu zakończył reprezentacyjną karierę. W 1978 roku zdobył z Wisłą Kraków mistrzostwo Polski, po czym wyjechał do Francji, gdzie reprezentował RC Lens, Paris FC i Nanterre.
Choć w Garbarni spędził tylko jeden sezon, nigdy nie zapomniał o kolegach z Ludwinowa. Utrzymywał szczególnie bliskie relacje z Andrzejem „Grzesiem" Karpielem, a w latach osiemdziesiątych zaprosił drużynę oldbojów Garbarni do Francji. Po zakończeniu kariery próbował swoich sił jako trener w Gabonie. Po ciężkim wypadku, w którym został potrącony przez samochód żandarmerii, wrócił do Krakowa.
Źródło: Garbarnia Kraków